Urszula Broll

– born 1930 in Katowice, died 2003 in Przesieka – artist and initiator of Buddhism in Poland. Graduate of the Academy of Fine Arts in Kracow (Katowice branch). Co-founder of the ST-53 group, she took part in all the group’s exhibitions during its existence. In the 1950s she was inspired by the art of W. Strzemiński and P. Mondrian. Her later art was formed in contact with Buddhist and Zen philosophy. She was associated with the Polish neo-avant-garde movement and the Krzywe Koło Gallery in Warsaw. Since 1967 she has participated in the activities of the Oneiron group, co-founded by Andrzej Urbanowicz, Henryk Wańek, Antoni Halor and Zygmunt Stuchlik. From 1983 she lived near Jelenia Góra, in the Buddhist colony in Przesieka.

“I have a very deep contact with my own works, I create them actually for myself, to get to know what I do not know about myself… In silence, in peace, in communing with the mandala and my own experience, I find mental balance. Maybe it is even a kind of therapy, an idea for a happy life? (…) Well, it is in silence, in peace, in communing with the mandala and with my own experience, that I find my mental balance. And I think that all tired, nervous people should find time to talk to themselves and to self-realise; not necessarily by creating, but also by communing with art.”1

“There was a strange and difficult time in my life when I couldn’t deal with my own feelings. Once I painted (to this day I don’t know why) a triangle, a square and a circle, and then various arrangements of them. Without any ideology, without reflection, from very deep layers of myself”. After two years I received an album of Indian “Tantra” and I was stunned, because I discovered myself in it. (…) It is true that they create this art on the basis of an incredible number of rules and it is sometimes reconstructed by various orders and prohibitions, and it has a great mental influence on the creator and the recipient, while I create mainly out of a need to express myself, but our paths cross somewhere!.”2

“I was still a student, fascinated by what my friends were doing and trying to keep up with them. At the time, I didn’t know much about politics, political alignments or the party, but I did know that socialist realism was a sick, degenerate phenomenon that took away the freedom of artists and art consumers. I instinctively joined those who simply did not agree with it. Such self-defense was necessary because, broadly speaking, abstraction opened up other horizons for us and balanced the pressure of pseudo-artistic reality.”3

“The beginning of the 1960s was in many ways a watershed period for me. My personal situation was difficult, and at the same time coming into contact with the first Polish translations of Eastern spiritual teachings opened up a completely different space for me. The inner tension was high and when I sat down to paint, simple geometric forms appeared on paper – circles, triangles, squares. I didn’t know what it was about or what it was. I was letting my intuition express itself beyond the control of rational consciousness. Over time, these simple geometric arrangements grew into elaborate structures of colors and shapes in which I found my own world. (…) I learned how many levels, hidden meanings and living forces are hidden in geometric forms. It turned out that my previous intuition was within the stream of art practiced by meditation practitioners for millennia. This discovery was very inspiring to me. I found myself in a spiritual community that has no boundaries.”4

“One day I was summoned to the office of Dean Leon Dolżycki. He whispered to me that the reprimand he was going to give me was forced by Mr. Groll, a party politician who was teaching art history (from the Marxism-Leninism angle). He accidentally saw my “Portrait of a Silesian Woman”. He saw in it traces of formalistic colours instead of local ones. This betrayed my belonging to the rotten culture of the West. Professor Dolżycki asked me to keep a low profile because the situation was difficult. He advised me to paint colourfully in private. When I saw this painting years later, it was hard to believe that it was called “colourful” ….. That was the reality of the time.”5

“I had to find time to work for a living and raise a child because my son Roger was born in 1965. When he was little, I had moments that I didn’t paint at all. I had quite a hard life, I was on a constant run. First of all, my mother-in-law moved to Katowice from Krakow. I was the one who organized all the things in the house, so I had to find and exchange apartments for her.”6

“In 1945, when I went to middle school, they took my class by bus to Auschwitz. And it wasn’t the Auschwitz of today – a museum. It was horrible: bugs, fleas, bones lying under the crematorium. The energy that these people left in pain, in despair. You can feel the same there today, except that back then it was all flying. I stood in the alley and thought: if this good God created this world, how could He create Oświęcim? I gave up Catholicism then. My family was very Catholic, but I was allowed to do what I wanted with my faith. So first I was a non-believer, and then Henryk Waniek got a book about Zen Buddhism by Philip Kapleau from a friend. I became very interested in it and learned that in fact everything we do is our karma – a repayment for the bad or a reward for the good. Both Andrew and I were drawn to this. We started organizing zen sessions in the studio.”7

Materials collected by Ewa Mielczarek (2020).

Ewa Mielczarek – born 1992. Curator, culture expert, creator of interdisciplinary projects. A graduate of cultural studies at the Institute of Polish Culture of the University of Warsaw and History of Art at the Polish Academy of Sciences. In 2016-2018, she worked at the Propaganda Gallery in Warsaw and was the coordinator of the Warsaw Gallery Weekend. Since 2018, an employee of Zachęta – National Gallery of Art and producer of exhibitions at the Polish Pavilion at the Biennale in Venice. Since 2015, she has been running the The Hidden Photo project and the Rozmowwa platform. Curator and producer at RATS Agency.
1Henryka Wach-Malicka in conversation with Urszula Broll, Sztuka wewnętrzna [Art Inside Oneself], „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
2Henryka Wach-Malicka in conversation with Urszula Broll, Sztuka wewnętrzna [Art Inside Oneself], „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
3Henryka Wach-Malicka in conversation with Urszula Broll, Sztuka wewnętrzna [Art Inside Oneself], „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
4Urszula Broll, exhibition catalogue Kurz Zen, Mangga, Krakow 1998
5Wysokie Obcasy, nr 33, 2020, str. 7
6Jakub Gawkowski in conversation with Urszula Broll, Cisza jest wskazana [Silence Is Desirable], dwutygodnik.com, july 2020, see: dwutygodnik.com/artykul/9004-cisza-jest-wskazana.html
7Jakub Gawkowski in conversation with Urszula Broll, Cisza jest wskazana [Silence Is Desirable], dwutygodnik.com, july 2020, see: dwutygodnik.com/artykul/9004-cisza-jest-wskazana.html

– urodzona w 1930, Katowice, zmarła w 2003 w Przesiece – artystka i inicjatorka buddyzmu w Polsce. Absolwentka krakowskiej ASP (filii w Katowicach). Współzałożycielka grupy ST-53 – brała udział we wszystkich wystawach grupy podczas jej istnienia. W latach 50. inspirowała się sztuką W. Strzemińskiego i P. Mondriana. Jej późniejsza sztuka ukonstytuowała się w kontakcie z filozofią buddyzmu i zen. Związana z ruchem polskiej neoawangardy i Galerią Krzywe Koło w Warszawie. Od 1967 roku brała udział w działaniach grupy Oneiron, której była współzałożycielką razem z Andrzejem Urbanowiczem, Henrykiem Wańkiem, Antonim Halorem i Zygmuntem Stuchlikiem. Od 1983 roku mieszkała pod Jelenią Górą, w buddyjskiej kolonii w Przesiece.

„Mam bardzo głęboki kontakt z własnymi pracami tworzę je właściwie dla siebie, dla poznania tego czego o sobie nie wiem… W ciszy, w spokoju, w obcowaniu z mandalą i własnym przeżyciem odnajduję równowagę psychiczną. Może jest to nawet rodzaj pewnej terapii, pomysłu na pogodne życie? (…) Otóż ja właśnie w ciszy, w spokoju, w obcowaniu z mandalą i własnym przeżyciem odnajduję równowagę psychiczną. I myślę, że wszyscy zmęczeni, znerwicowani ludzie powinni znaleźć czas na rozmowę z samym sobą i samorealizację; niekoniecznie przez tworzenie, także przez obcowanie ze sztuką.”1

„Był taki dziwny i trudny okres w moim życiu, gdy nie potrafiłam się uporać z własnymi odczuciami. Pewnego razu namalowałam (do dziś nie wiem dlaczego) trójkąt, kwadrat i koło, a potem różne ich układy. Bez żadnej ideologii, bez przemyśle, z bardzo natomiast głębokich warstw siebie samej”. Po dwóch latach dostałam album hinduskiej „Tantry” i zaniemówiłam, bo odkryłam w nim jakby siebie. (…) Oni wprawdzie tworzą tę sztukę w oparciu o niesłychaną liczbę prawideł i bywa ona odbudowana rozmaitymi nakazami i zakazami, a na twórcę i odbiorcę ma wielki wpływ psychiczny, ja zaś tworzę głównie z potrzeby wypowiedzenia siebie, gdzieś jednak nasze drogi się przecinają!”2

„Byłam jeszcze studentką, zafascynowaną poczynaniami kolegów i próbującą dotrzymać im kroku. Nie za dużo wiedziałam wtedy o polityce, o układach i partii, wiedziałam natomiast, że socrealizm to zjawisko chore, wynaturzone, odbierające wolność twórcom i odbiorcom sztuki. Instynktownie przystałam do tych, którzy na to się po prostu nie zgadzali. Taka samoobrona była konieczna, bo abstrakcja – najogólniej mówiąc – otwierała nam inne horyzonty i równoważyła nam ciśnienie pseudoartystycznej rzeczywistości.”3

„Początek lat sześćdziesiątych był dla mnie pod wieloma względami okresem przełomowym. Moja osobista sytuacja była trudna, a jednocześnie zetknięcie się z pierwszymi polskimi tłumaczeniami wschodnich nauk duchowych otworzyło przede mną całkowicie inną przestrzeń. Wewnętrzne napięcie było duże i kiedy siadałam do malowania na papierze pojawiały się proste formy geometryczne – koła, trójkąty, kwadraty. Nie wiedziałam o co chodzi, ani co to jest. Pozwalałam swojej intuicji wyrażać się poza kontrolą racjonalnej świadomości. Z biegiem czasu te proste układy geometryczne rozrastały się w rozbudowane struktury kolorów i kształtów, w których odnajdywałam swój własny świat. (…) Dowiedziałam się, jak wiele poziomów, ukrytych znaczeń i żywych sił kryją w sobie formy geometryczne. Okazało się, że moja dotychczasowa intuicja mieści się w nurcie sztuki, którą uprawiali praktykujący medytacje już od tysiącleci. Odkrycie to było dla mnie bardzo inspirujące. Odnalazłam się we wspólnocie duchowej, która nie ma granic.”4

„Pewnego dnia zostałam wezwana do gabinetu dziekana Leona Dołżyckiego. Szeptem poinformował mnie, że nagana, której mi udzieli została wymuszona przez wykładającego w historię sztuki (pod kątem marksizmu-leninizmu) pana Grolla, partyjnego politruka. Przypadkowo zobaczył on mój „Portret Ślązaczki”. Dopatrzył się w nim zamiast koloru lokalnego śladów formalistycznych kolorów. Zdradzało to moją przynależność do zgniłej kultury Zachodu. Prof. Dołżycki prosił mnie, żebym się nie wychylała, bo sytuacja jest trudna. Poradził mi, żebym kolorowo malowała prywatnie. Kiedy po latach zobaczyłam ten obraz, aż trudno było uwierzyć, że określono go mianem „kolorowy”…. Taka była ówczesna rzeczywistość.”5

„Musiałam znaleźć czas na pracę zarobkową i wychowanie dziecka, bo mój syn Roger urodził się w 1965 roku. Kiedy był mały, miałam momenty, że w ogóle nie malowałam. Miałam dość ciężkie życie, byłam w biegu. Przede wszystkim do Katowic przeprowadziła się moja teściowa z Krakowa. Ja byłam tą, która organizowała wszystkie rzeczy w domu, więc musiałam znaleźć i zamianę mieszkań dla niej.”6

„W 1945 roku, jak poszłam do gimnazjum, zabrano moją klasę autobusem do Oświęcimia. A to nie był ten dzisiejszy Oświęcim – muzeum. To było straszne: pluskwy, pchły, kości leżały pod krematorium. Ta energia, którą ci ludzie zostawili w bólu, w rozpaczy. To samo można poczuć tam dzisiaj, tyle że wtedy to wszystko fruwało. Stanęłam w uliczce i pomyślałam: jak ten dobry Bóg stworzył ten świat, to jak on mógł stworzyć Oświęcim? Rzuciłam wtedy katolicyzm. Moja rodzina była bardzo katolicka, ale mnie pozwolono zrobić sobie ze swoją wiarą, co chciałam. Więc najpierw byłam niewierząca, a potem Henryk Waniek dostał od znajomego książkę Philipa Kapleau o buddyzmie zen. Bardzo się tym zainteresowałam i dowiedziałam się, że w istocie wszystko, co robimy, jest naszą karmą – spłatą za złe albo nagrodą za dobre. Zarówno mnie, jak i Andrzeja to wciągnęło. Zaczęliśmy organizować siedzenia zen w pracowni.”7

Materials collected by Ewa Mielczarek (2020).

Ewa Mielczarek – ur. 1992. Kuratorka, kulturoznawczyni, twórczyni interdyscyplinarnych projektów. Absolwentka kulturoznawstwa w Instytucie Kultury Polskiej UW i historii sztuki w Polskiej Akademii Nauk. W latach 2016-2018 pracowała w warszawskiej galerii Propaganda i była koordynatorką Warsaw Gallery Weekend. Od 2018 pracowniczka Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki i producentka wystaw w Pawilonie Polskim na Biennale w Wenecji. Od 2015 roku prowadzi projekt The Hidden Photo i platformę Rozmowwa. Kuratorka i producentka w RATS Agency.
1Henryka Wach-Malicka w rozmowie z Urszulą Broll, Sztuka wewnętrzna, „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
2Henryka Wach-Malicka w rozmowie z Urszulą Broll, Sztuka wewnętrzna, „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
3Henryka Wach-Malicka w rozmowie z Urszulą Broll, Sztuka wewnętrzna, „Dziennik Zachodni”, nr 232, 1994
4Urszula Broll, katalog wystawy Kurz Zen, Mangga, Kraków 1998
5Wysokie Obcasy, nr 33, 2020, str. 7
6Jakub Gawkowski w rozmowie z Urszulą Broll, Cisza jest wskazana, dwutygodnik.com, lipiec 2020, zob. dwutygodnik.com/artykul/9004-cisza-jest-wskazana.html
7Jakub Gawkowski w rozmowie z Urszulą Broll, Cisza jest wskazana, dwutygodnik.com, lipiec 2020, zob. dwutygodnik.com/artykul/9004-cisza-jest-wskazana.html